Przełknęłam ślinę,
patrząc się naszą służącą. Posłała mi ciepły uśmiech, którym próbowała
ukryć swoje zdenerwowanie. W sumie to się jej nie dziwię. Też byłabym
zdenerwowana, choć moja sytuacja wygląda dużo gorzej. Ona miała tylko
przekazać wiadomość.
- Maria, nie wiesz
przypadkiem, o co może chodzić? - zapytałam się cicho, idąc obok niej w
stronę salonu. Zaprzeczyła szybko ruchem głowy, a mój żołądek wywinął
koziołka. Mam bardzo złe przeczucia, co do tej całej, poważnej rozmowy.
Rodzice nigdy mnie na coś takiego nie zapraszali i nagle wysyłają
służącą, by mnie przyprowadziła. Jeszcze w tak nerwowym nastroju nie
byłam w całym moim życiu.
Maria otworzyła zwykłe,
drewniane drzwi wskazała gestem dłoni, abym weszła. Zrobiłam to,
niezmiernie się ociągając. Może jak się spóźnię to jakoś przewodni temat
naszej przyszłej rozmowy okaże się przyjemniejszy dla mnie? Ugh, chyba
już totalnie zgłupiałam.
- Diana, usiądź -
powiedział mój ojciec, ciskając w moją stronę niezadowolonymi
spojrzeniami. No tak, to on jest najbardziej zgorzkniałą osobą w tym
pomieszczeniu, bo mama ma cieplejsze serce. Jednak tata pochodzi z
bogatej rodziny arystokratów, która kilka lat temu zbankrutowała i
została zapomniana przez śmietankę towarzyską.
Nic nie mówiąc,
zajęłam miejsce w drewnianym fotel, który został obity zielonym
materiałem. Przygryzłam wargę i spojrzałam się na moją mamę, która jest
tak skrzywiona, jakby wypiła sok z dziesięciu cytryn. Jest piękną
kobietą, ale niezbyt miłą. Ciemnobrązowe włosy związała w koka na czubku
głowy i zrobiła mocny makijaż. Suknia koloru szaro-białego opina jej
ciało, które jest prawie jak u anorektyczki. Srebrne bransolety wiszą
smutno na chudym nadgarstku, a jej paznokcie są w tym samym kolorze. Ma
zimną urodę, podobnie jak ojciec czy ja.
- Zostaliśmy zaproszeni
na bal z okazji przesilenia zimowego - powiedział ojciec. Spojrzałam się
na niego zaskoczona, ale ma bardzo poważną minę, zresztą tak jak
zwykle. Nigdy nie żartuje. Uniosłam jedną brew, ale nic się nie
odezwałam, bo wiem, że zaraz będzie kontynuował. - Chcę, abyś się
pokazała z jak najlepszej strony. Mam nadzieję, że zainteresuje się tobą
jakiś znany arystokrata. Wtedy nasza rodzina znów będzie szanowana i
znana.
- Ale tato... - jęknęłam
głośno, patrząc się na niego z niemym błaganiem. Myślałam, że może sama
będę mogła sobie wybrać życiowego partnera. Jednak doskonale zdaję
sobie sprawę, że jeśli już ojciec tak zdecydował, to nie da się tej
decyzji zmienić.
- Nie sprzeciwiaj się! -
warknął w odpowiedzi, a mama rzuciła mi ostre spojrzenie. Ona nigdy mu
się nie sprzeciwia. Przeczesał długimi, bladymi palcami swoje krótkie,
kruczoczarne włosy i przymknął oczy. - Masz się postarać. Jutro
przyjdzie do ciebie krawcowa, która zaprojektuje ci suknię. Masz
wyglądać idealnie, abyśmy nie musieli się ciebie wstydzić. Zrozumiałaś?
- Tak, ojcze -
odpowiedziałam cicho, nie chcąc go jeszcze bardziej denerwować. Zdaję
sobie sprawę z tego, że jestem z góry na straconej pozycji i po balu
dowiem się, kto będzie moim mężem. Została mi tylko nadzieja, że będzie
dla mnie miły lub przystojny. Może to głupie, ale co mam za inne
wyjście? Muszę słuchać rodziców, bo tak mnie uczono od dziecka.
Najważniejsze jest nazwisko i nigdy nie można zniszczyć honoru rodziny.
- Matka wyjaśni ci, co
to za rodzina - powiedział i zarzucił swoim płaszczem, gdy się odwracał w
stronę wyjścia. Wyszedł, głośno trzaskając drzwiami. Westchnęłam pod
nosem, czekając aż moja rodzicielka się odezwie.
- Musisz się zachowywać
ulegle. Nie szarżuj, bo źle się to dla ciebie skończy - doskonale wiem
jak. To, że jestem kobietą, nie oznacza, że jestem delikatna. Coś się
źle zrobi to należy się kara. Czasami cielesne, a czasami psychiczne.
Jednak gorsze są te drugie, bo przy bólu fizycznym można zacisnąć zęby, a
psychiczny niszczy nas od środka jak powolna trucizna.
- Oczywiście -
odpowiedziałam poprawiając swoje czarne loki. Moje szare oczy śledzą
uważnie ruchy jej ust, aby nie przegapić żadnego słowa, które do mnie
wypowie.
- Nie sprzeciwiaj się i
okazuj innym szacunek. Musimy zająć naszą poprzednią pozycję w
arystokracji i nie być ciągle na dnie. Doskonale wiesz, jak ojcu na tym
zależy. Może wybierze cię jakiś znany młodzieniec i wtedy masz być
posłuszna jego woli. Postaraj się - powiedziała, nawet na mnie nie
patrząc. Przełknęłam ślinę i spuściłam głowę. Nic nie mogę zrobić i to
jest w tym wszystkim najgorsze. Boli mnie oziębłość mojej matki, ale nie
mogę jej tego powiedzieć. Nie sprzeciwiaj się. To jedna z
głównych zasad arystokratek. Mamy nie dyskutować z decyzjami rodziców,
mężów... Wszystkich, co są ważniejsi od nas. A ja jestem jeszcze
panienką, więc nie mam żadnych praw.
- Nie mam takiego
zamiaru. Będę posłuszna, bo wiem, gdzie jest moje miejsce - zauważyłam
jakiś dziwny błysk w oczach mojej matki, gdy podniosłam głowę. Tak jakby
mi współczuła. Jednak wiem, że to jest niemożliwe, bo ona jest typową
panią z arystokracji. Wszyscy mają się jej kłaniać, bo ma tak, a nie
inaczej na nazwisko. Czy jest tu jakaś sprawiedliwość? Nie ma i nigdy
nie będzie, bo żyjemy w takich, a nie innych czasach.
- Idź do siebie, bo tam
czekają już na ciebie szwaczki, które zaprojektują dla ciebie suknię,
Diano. Będziesz wyglądać zjawiskowo - zdaję sobie sprawę, że ta
"zjawiskowość" nie ma być dla mnie, tylko dla młodych arystokratów,
których spotkam na balu.
- Dobrze, matko -
odpowiedziałam z szacunkiem i lekko się jej ukłoniłam, gdy wstałam.
Wyszłam z pokoju i od razu ruszyłam do swojej alkowy. Dlaczego nie
mogłam się urodzić w normalnej, wiejskiej rodzinie? Bycie arystokratką
to same kłody pod nogami. Tego nie można, tamtego też nie. Mam tylko
siedzieć i ładnie wyglądać. Nie chcę takiego życia.
Weszłam do mojej
sypialni i od razu spojrzałam się na stojące wokół mnie kobiety. Miały
spuszczone głowy i mi się lekko ukłoniły. Zacisnęłam usta w linię i
wzięłam głęboki oddech. Nie mogę mieć do nich pretensje o ich
zachowanie. To normalne w tym świecie. One muszą mi się kłaniać, bo
jestem w wyższej warstwie społecznej.
- Zabierzcie się do
pracy - powiedziałam szorstko, choć tego nie chciałam. Maria rzuciła mi
współczujące spojrzenie, czując, że coś jest nie tak jak być powinno.
Posłałam jej słaby uśmiech, aby choć trochę się uspokoiła, bo ja i tak
muszę taką udawać.
- Niech panienka stanie
na tym podeście, będziemy mogły panią zmierzyć - powiedziała jedna z
nich, a ja spojrzałam się na coś w kształcie pudełko, które leży na
podłodze. Postawiłam na tym jedną nogę niepewnie, a potem drugą, czując,
że podest jest stabilny. Rozłożyłam ręce i poczułam jak zdejmują ze
mnie spódnice mojej domowej sukni. Potem pozbyły się halek, aż w końcu
zostałam w samej bieliźnie i butach. Odłożyły moje ubranie na łóżko i
zaczęły swoją pracę, a ja wbiłam swoje spojrzenie w okno, a dokładniej
na grządkę z kwiatami. Piękne, białe róże jeszcze kwitną, ale już
niedługo będzie po nich.nadchodzi zima, a wraz z nią bal. Bal, na którym
zmieni się moje życie, chociaż chciałabym, aby się tak nie stało.
Może to tak
niewiele dla niektórych, ale chciałabym mieć przyjaciela. Oprócz Marii
nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć. Ona jest powierniczką moich
wszystkich tajemnic. Tego, że chciałabym iść do jakiejś wioski i
pożartować z moimi rówieśnikami. Abym mogła się śmiać, wtedy gdy ja tego
chcę. Aby założyć sukienkę bez metalowego stelażu i tysiąca halek. Być
tam, gdzie nie liczą się pieniądze, tylko życzliwość, szczerość i
uprzejmość.
Jednak wiem, że
nigdy mnie coś takiego nie spotka, bo należę do arystokracji. Bandy
zadufanych w sobie dupków, którzy oceniają innych po pozycji i
zawartości skarbca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz