czwartek, 18 stycznia 2018

♘Zwiastun♞

     Dzisiaj pokażę Wam zwiastun wykonany przez Fever <3 Według mnie oddaje całośc historii, nie odkrywając jej tajemnicy do końca, co było dla mnie bardzo ważne. Bardzo dziękuję autorce zwiastunu :3


środa, 20 grudnia 2017

♘Nie sprzeciwiaj sie♞

     Przełknęłam ślinę, patrząc się naszą służącą. Posłała mi ciepły uśmiech, którym próbowała ukryć swoje zdenerwowanie. W sumie to się jej nie dziwię. Też byłabym zdenerwowana, choć moja sytuacja wygląda dużo gorzej. Ona miała tylko przekazać wiadomość.
- Maria, nie wiesz przypadkiem, o co może chodzić? - zapytałam się cicho, idąc obok niej w stronę salonu. Zaprzeczyła szybko ruchem głowy, a mój żołądek wywinął koziołka. Mam bardzo złe przeczucia, co do tej całej, poważnej rozmowy. Rodzice nigdy mnie na coś takiego nie zapraszali i nagle wysyłają służącą, by mnie przyprowadziła. Jeszcze w tak nerwowym nastroju nie byłam w całym moim życiu.
Maria otworzyła zwykłe, drewniane drzwi wskazała gestem dłoni, abym weszła. Zrobiłam to, niezmiernie się ociągając. Może jak się spóźnię to jakoś przewodni temat naszej przyszłej rozmowy okaże się przyjemniejszy dla mnie? Ugh, chyba już totalnie zgłupiałam.
- Diana, usiądź - powiedział mój ojciec, ciskając w moją stronę niezadowolonymi spojrzeniami. No tak, to on jest najbardziej zgorzkniałą osobą w tym pomieszczeniu, bo mama  ma cieplejsze serce. Jednak tata pochodzi z bogatej rodziny arystokratów, która kilka lat temu zbankrutowała i została zapomniana przez śmietankę towarzyską.
     Nic nie mówiąc, zajęłam miejsce w drewnianym fotel, który został obity zielonym materiałem. Przygryzłam wargę i spojrzałam się na moją mamę, która jest tak skrzywiona, jakby wypiła sok z dziesięciu cytryn. Jest piękną kobietą, ale niezbyt miłą. Ciemnobrązowe włosy związała w koka na czubku głowy i zrobiła mocny makijaż. Suknia koloru szaro-białego opina jej ciało, które jest prawie jak u anorektyczki. Srebrne bransolety wiszą smutno na chudym nadgarstku, a jej paznokcie są w tym samym kolorze. Ma zimną urodę, podobnie jak ojciec czy ja.
- Zostaliśmy zaproszeni na bal z okazji przesilenia zimowego - powiedział ojciec. Spojrzałam się na niego zaskoczona, ale ma bardzo poważną minę, zresztą tak jak zwykle. Nigdy nie żartuje. Uniosłam jedną brew, ale nic się nie odezwałam, bo wiem, że zaraz będzie kontynuował. - Chcę, abyś się pokazała z jak najlepszej strony. Mam nadzieję, że zainteresuje się tobą jakiś znany arystokrata. Wtedy nasza rodzina znów będzie szanowana i znana.
- Ale tato... - jęknęłam głośno, patrząc się na niego z niemym błaganiem. Myślałam, że może sama będę mogła sobie wybrać życiowego partnera. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, że jeśli już ojciec tak zdecydował, to nie da się tej decyzji zmienić.
- Nie sprzeciwiaj się! - warknął w odpowiedzi, a mama rzuciła mi ostre spojrzenie. Ona nigdy mu się nie sprzeciwia. Przeczesał długimi, bladymi palcami swoje krótkie, kruczoczarne włosy i przymknął oczy. - Masz się postarać. Jutro przyjdzie do ciebie krawcowa, która zaprojektuje ci suknię. Masz wyglądać idealnie, abyśmy nie musieli się ciebie wstydzić. Zrozumiałaś?
- Tak, ojcze - odpowiedziałam cicho, nie chcąc go jeszcze bardziej denerwować. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem z góry na straconej pozycji i po balu dowiem się, kto będzie moim mężem. Została mi tylko nadzieja, że będzie dla mnie miły lub przystojny. Może to głupie, ale co mam za inne wyjście? Muszę słuchać rodziców, bo tak mnie uczono od dziecka. Najważniejsze jest nazwisko i nigdy nie można zniszczyć honoru rodziny.
- Matka wyjaśni ci, co to za rodzina - powiedział i zarzucił swoim płaszczem, gdy się odwracał w stronę wyjścia. Wyszedł, głośno trzaskając drzwiami. Westchnęłam pod nosem, czekając aż moja rodzicielka się odezwie.
- Musisz się zachowywać ulegle. Nie szarżuj, bo źle się to dla ciebie skończy - doskonale wiem jak. To, że jestem kobietą, nie oznacza, że jestem delikatna. Coś się źle zrobi to należy się kara. Czasami cielesne, a czasami psychiczne. Jednak gorsze są te drugie, bo przy bólu fizycznym można zacisnąć zęby, a psychiczny niszczy nas od środka jak powolna trucizna.
- Oczywiście - odpowiedziałam poprawiając swoje czarne loki. Moje szare oczy śledzą uważnie ruchy jej ust, aby nie przegapić żadnego słowa, które do mnie wypowie.
- Nie sprzeciwiaj się i okazuj innym szacunek. Musimy zająć naszą poprzednią pozycję w arystokracji i nie być ciągle na dnie. Doskonale wiesz, jak ojcu na tym zależy. Może wybierze cię jakiś znany młodzieniec i wtedy masz być posłuszna jego woli. Postaraj się - powiedziała, nawet na mnie nie patrząc. Przełknęłam ślinę i spuściłam głowę. Nic nie mogę zrobić i to jest w tym wszystkim najgorsze. Boli mnie oziębłość mojej matki, ale nie mogę jej tego powiedzieć. Nie sprzeciwiaj się. To jedna z głównych zasad arystokratek. Mamy nie dyskutować z decyzjami rodziców, mężów... Wszystkich, co są ważniejsi od nas. A ja jestem jeszcze panienką, więc nie mam żadnych praw.
- Nie mam takiego zamiaru. Będę posłuszna, bo wiem, gdzie jest moje miejsce - zauważyłam jakiś dziwny błysk w oczach mojej matki, gdy podniosłam głowę. Tak jakby mi współczuła. Jednak wiem, że to jest niemożliwe, bo ona jest typową panią z arystokracji. Wszyscy mają się jej kłaniać, bo ma tak, a nie inaczej na nazwisko. Czy jest tu jakaś sprawiedliwość? Nie ma i nigdy nie będzie, bo żyjemy w takich, a nie innych czasach.
- Idź do siebie, bo tam czekają już na ciebie szwaczki, które zaprojektują dla ciebie suknię, Diano. Będziesz wyglądać zjawiskowo - zdaję sobie sprawę, że ta "zjawiskowość" nie ma być dla mnie, tylko dla młodych arystokratów, których spotkam na balu.
- Dobrze, matko - odpowiedziałam z szacunkiem i lekko się jej ukłoniłam, gdy wstałam. Wyszłam z pokoju i od razu ruszyłam do swojej alkowy. Dlaczego nie mogłam się urodzić w normalnej, wiejskiej rodzinie? Bycie arystokratką to same kłody pod nogami. Tego nie można, tamtego też nie. Mam tylko siedzieć i ładnie wyglądać. Nie chcę takiego życia.
       Weszłam do mojej sypialni i od razu spojrzałam się na stojące wokół mnie kobiety.  Miały spuszczone głowy i mi się lekko ukłoniły. Zacisnęłam usta w linię i wzięłam głęboki oddech. Nie mogę mieć do nich pretensje o ich zachowanie. To normalne w tym świecie. One muszą mi się kłaniać, bo jestem w wyższej warstwie społecznej.
- Zabierzcie się do pracy - powiedziałam szorstko, choć tego nie chciałam. Maria rzuciła mi współczujące spojrzenie, czując, że coś jest nie tak jak być powinno. Posłałam jej słaby uśmiech, aby choć trochę się uspokoiła, bo ja i tak muszę taką udawać.
- Niech panienka stanie na tym podeście, będziemy mogły panią zmierzyć - powiedziała jedna z nich, a ja spojrzałam się na coś w kształcie pudełko, które leży na podłodze. Postawiłam na tym jedną nogę niepewnie, a potem drugą, czując, że podest jest stabilny. Rozłożyłam ręce i poczułam jak zdejmują ze mnie spódnice mojej domowej sukni. Potem pozbyły się halek, aż w końcu zostałam w samej bieliźnie i butach. Odłożyły moje ubranie na łóżko i zaczęły swoją pracę, a ja wbiłam swoje spojrzenie w okno, a dokładniej na grządkę z kwiatami.  Piękne, białe róże jeszcze kwitną, ale już niedługo będzie po nich.nadchodzi zima, a wraz z nią bal. Bal, na którym zmieni się moje życie, chociaż chciałabym, aby się tak nie stało.
     Może to tak niewiele dla niektórych, ale chciałabym mieć przyjaciela. Oprócz Marii nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć. Ona jest powierniczką moich wszystkich tajemnic. Tego, że chciałabym iść do jakiejś wioski i pożartować z moimi rówieśnikami. Abym mogła się śmiać, wtedy gdy ja tego chcę. Aby założyć sukienkę bez metalowego stelażu i tysiąca halek. Być tam, gdzie nie liczą się pieniądze, tylko życzliwość, szczerość i uprzejmość.
      Jednak wiem, że nigdy mnie coś takiego nie spotka, bo należę do arystokracji. Bandy zadufanych w sobie dupków, którzy oceniają innych po pozycji i zawartości skarbca.